Blog o zwyczajnych dniach

Blog o zwyczajnych, i niezwyczajnych dniach - jak to w życiu bywa.

czwartek, 8 marca 2012

Kto wyznacza czas


Wydawało mi się, że czas jest samodzielnym elementem mojego życia.Że posiada swoistą moc, rządzi światem jak chce. Przecież nie raz pocieszałam się słowami: czas jest najlepszym lekarstwem na ból duszy...Widziałam jego siłę niszczycielską lub podziwiałam, jak łagodnie się z kimś obszedł. Od pewnego czasu dopadła mnie bezsenność, którą wykorzystuję do wędrówek w "czasie." Robiłam wypady historyczne, z pokojem dziecięcym włącznie, ale wyprzedzałam również czas bieżący, chcąc rozproszyć ciemność. Było to fascynujące przeżycie. Brakowało mi tylko jednej rzeczy - kostiumów. Jeśli wyznaczam sobie czas, potrzebuję właściwego opakowania. Myślę, że z czasem i to będzie do spełnienia, bo człowiek wiele może. Zwłaszcza, gdy wyznacza sobie czas.

środa, 28 września 2011

Szczęście w nieszczęściu

Kiedy przemierzałam wileńskie uliczki, zrozumiałam , że jest to miasto inne od wielu innych miast.Wilno roztacza radość, napełnia serca swoim urokiem. Przyglądałam się ludziom, starając dostrzec w ich twarzach  beznadzieję, którą widuję w toruńskim grodzie... daremnie. Przeglądałam setki swoich zdjęć szczelnie wypełnionych tłumem - wszystko w porządku. Skromnie, ale godnie i szczęśliwie.Więc to Wilno kochane i piękne zmienia ludzi i upodabnia do siebie.Wychowana jestem na mickiewiczowskiej epopei i kulcie Matki Boskiej Ostrobramskiej - to właśnie dodaje sił i nie trzeba się wstydzić łez jeśli Wilia jest bliższa niż Wisła.

środa, 31 sierpnia 2011

Świat tańczy, kiedy słońce się uśmiecha.

Jest tyle miejsc magicznych na świecie. Tyle podróży dokonanych, cudów świata zaliczonych...Dla mnie największą  magią jest człowiek. Z dobrocią, która zadziwia i złem, co przeraża. Może te wszystkie potworności biorą się z bezwzględności świata, który upomina się o swoje w najbardziej nieoczekiwanym momencie.  Kronika zbrodni - dzięki mediom - dopada nas wszędzie i o każdej porze. Gdyby tak chociaż raz na dobę, serwowano nam tylko szczęśliwe i radosne wydarzenia. W tak miłym klimacie, pomyślałabym o miłości do człowieka, o słońcu dla wszystkich znajomych i nieznajomych. Bo świat tańczy, kiedy słońce się uśmiecha.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Przyjaźń - solą życia

O przyjaźni można nieskończenie.Im starsza tym bardziej cenna.Powiewamy nią niczym sztandarem, bo jest tego warta.W imię długoletniej przyjaźni, jesteśmy zdolni swoje potrzeby potraktować drugoplanowo.Cała reszta świata z podziwem i szacunkiem winna odnosić się do naszych przyjaciół - tego wymagamy.
Zupełnie inaczej jest w związkach małżeńskich. Długoletnie stadła skazują siebie na banicję. Może nie w znaczeniu średniowiecznym, ale mentalnie. Z przyjaciółmi toczymy intelektualne boje, w domu wymieniamy z partnerem informacje.  Z czego bierze się takie lekceważenie? Kiedyś dla wybadania sprawy, podparłam się wywodem pewnego noblisty i dowiedziałam się, że głupoty mówię. No więc, w zasadzie znam odpowiedź...


czwartek, 28 lipca 2011

Deszcz

Dzisiaj przez cały dzień padał deszcz. W lipcu często tak bywa. Nawet dobrze jest pochodzić sobie w tym deszczu - jakże ciepłym...Przypominają mi się górskie trzydniówki deszczowe, z którymi trzeba było się zaprzyjaźnić i polubić. Tak pozostało do dzisiaj. Z jednym tylko dodatkiem. Deszcz wyzwala we mnie nostalgię. Przejawia się wyciszeniem, chęcią odosobnienia i tęsknotą za czymś nieokreślonym. Wszystkie niespełnione marzenia, oczekiwane nadzieje, niewypowiedziane uczucia -  przypominają o sobie. Nostalgia wraz z deszczem oplata mnie , przytula jakby chciała powiedzieć: mojaś ty, mojaś...Przyjmuję to dobrodziejstwo natury i czekam na przybycie słoneczka, które rządzi światem, a ja nie przeciwstawiam się jego panowaniu.

sobota, 16 lipca 2011

Szukanie miłości

Dzisiaj nie bardzo wierzę w te poszukiwania. Moje obserwacje mówią, że panie mają swój programik poszukiwawczy, do których zaliczyć należy pieniądze, samochód, mieszkanie i inne dobra. I chyba do tych dóbr czują miłość. Tak na dobrą sprawę , nic mi do tego. Tylko po co te wielkie słowa? W imię miłości nic nie robimy. Jeśli już cokolwiek, to skutecznie niszczymy jej dobre imię. I to mnie wkurza, podpieranie się" miłością" w pragmatycznym podejściu do budowania związku. O panach nie wspominam, ponieważ to, co słyszę powoduje więdnięcie uszu...i muszę odczulać się pięknem zawartym w naturze.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Chcemy pisać

To już dwa lata, kiedy zaczęłam pisać blogi. Początkowo pisałam o swoich emocjach, potem przyszedł czas na krótkie opowiadania. Wreszcie poszłam na głębokie wody - w kierunku poezji. Jaka byłam z siebie dumna...Kubeł lodowatej wody nie ostudził zapału. Pożegnałam się z rymami, ale chęć tworzenia pozostała. Dzisiaj dość sceptycznie podchodzę do swoich prac. Jestem zalogowana na kilku portalach literackich.Mogę porównać swoją twórczość z najlepszymi. Podziwiam talent młodych i cieszę się, że poezja żyje i żyć będzie. Tylko czasami zadaję sobie pytanie: czy nie powinnam odpuścić, czy mam prawo zaśmiecać swoim niemłodym spojrzeniem miejsce dla innych...I znam odpowiedź. Mogę, ponieważ ja też się zmieniam na lepsze. Wkraczam na inne, wyższe poziomy, podwyższam swój próg wrażliwości, co w całokształcie czyni moją osobowość uwzględnianą w życiu towarzyskim i uczuciowym.A jeśli jest to tylko moja wyimaginowana wersja, to nikomu krzywdy nie czynię.


poniedziałek, 20 czerwca 2011

Dlaczego serce drży

No właśnie, dlaczego? Siedzi w człowieku jakaś skarga, która nim miota...Przez całe życie poszukujemy miłości.Wydaje się nam , że to co najcenniejsze, jest poza domem. Może zakładamy, że najpiękniejsze jest czymś nowym, nieznanym? Mamy przecież duszę odkrywcy. Wszystkim  wiadomo , że gonienie króliczka jest czymś lepszym niż złapanie. No i tak przepuszczamy dobre latka zanim doznamy olśnienia - człowiek jest skarbnicą miłości. Zaczynasz widzieć i czuć więcej, a radość z tego faktu nie tylko uspakaja, ale jednocześnie powoduje drżenia serca, bo nie jesteśmy w stanie udźwignąć tego bezmiaru szczęścia.

niedziela, 29 maja 2011

Planeta konwalii

Mam takie miejsce, gdzie wszystkie smutki zostają zresetowane, a nowe podejście do sprawy czy problemu przybiera ludzką twarz i dobrotliwy uśmiech. To może być tylko las i tak też jest. Przedeptane ścieżki nazwałam dla porządku, a wśród nich króluje - "Planeta konwalii " Posiada owalny kształt, jest dość dobrze ukryta przed intruzami. Tak po prawdzie też jestem intruzem i zawsze uszczknę małe co nieco. Ale lubimy się, wiem o tym. Kiedy jestem na planecie konwalii, czuję się małą dziewczynką, łapczywie zbierającą te pachnidła. Układam w biało zielony bukiecik. Chcę je podarować mamie. To uczucie nigdy mnie nie opuszcza. Na konwaliowej planecie czas stanął w miejscu. I ta krótka chwila wystarcza, by beznadziejne sprawy nabrały sensu i przywróciły mnie życiu.

niedziela, 22 maja 2011

Mała rewolucja

Kiedy po tygodniowej przerwie zajrzałam na swój blog - zadrżałam. Szaro i smętnie, ani jednej fotografii. Zdjęcie profilowe znikło. Panorama Torunia otwierająca mój blog - niewidoczna. Prawdopodobnie przy regulacjach profilowych w picasie, zlikwidowałam jakąś użyteczną opcję, no i mam za swoje. Jest na to rada. Wystarczy edytować każdy post i raz jeszcze dodać fotografię. Niewdzięczna praca, ale co się nie robi dla potencjalnego czytelnika... Obiecuję codziennie nanieść po  kilka poprawek. No i tym sposobem umkną  szalone majowe dni, które miały  przynieść radość i zapomnienie. Przyznam, że przeleciała mi przez głowę, wredna myśl o likwidacji bloga, ale nie - zostaję na posterunku. Muszę wygrać wojnę z własnym lenistwem. Kto wie, może ta mała rewolucja, miała mnie spionizować?